i niech to będzie spowiedź, ale bez rozgrzeszenia..


po dziewiąte:
Styczeń 13, 2009, 9:09 pm
Filed under: teraźniejszość | Tagi: , , ,

jest dobrze, jest dobrze, jest.

więcej się uśmiecham, mniej się przejmuję. czymkolwiek, jakkolwiek. śpię spokojnie, śnię kolorowo, Michał nauczył mnie śnić świadomie. ingerowanie w swoje sny jest fantastyczną przygodą, choć dziś udało mi się pierwszy raz. machałam łapkami i fruwałam, aż się od tego machania zmachałam ; )

staram się o nową pracę, uśmiecham się do obcych ludzi, spędzam długie godziny z nogami na suficie i telefonem przy uchu. śmieję się w głos, nie obchodzi mnie to, czy ustoisz, czy upadniesz.

wreszcie nikt poza mną samą niczego ode mnie nie wymaga. jestem dla samej siebie, choć wydawało mi się, że nie potrafię.

czytam książki, piję ulubione malibu w ulubionej szklance z ulubionym sokiem ananasowym lub raczę się grzanym winem ze zgrabnego kieliszka, rozmawiam z ludźmi, opiekuję się chomikiem Teodorem, krzyczę na kota współlokatorki, który obsikuje mi kołdrę, chcę wrócić do harcerstwa nawet. jeżdżę tramwajami dla przyjemności, znowu.

p o t r a f i ę !



po ósme:
Grudzień 9, 2008, 5:33 pm
Filed under: teraźniejszość | Tagi: , , , ,

jak mówi ciasto z dziurką, kocha się nie za coś, ale mimo wszystko. mimo bałaganu w pokoju, nieumytego garnka, bolącego brzucha i stłuczonego campari w pracy, za które trzeba oddać piniążki. mimo za długich smsów, za wielu łez i zbyt nieszczęśliwej przeszłości. mimo grubych nóg, nieregularnych okresów, nielubianej pracy. kocha się mimo nie zawsze kanapek do pracy i nie zawsze udanego weekendu. kocha się, Ciebie kocha się nawet mimo tego, w jaki sposób zostawiłeś mnie samą jedną w wielkim mieście, z nikłą nadzieją na cokolwiek, z prośbą o czas, z którym ja sama nie wiem co zrobić, a nagle mam go za dużo.

nie zostawia się swojej kobiety z bukietem kwiatów i bez niczego, za co możnaby chwycić w chwili zwątpienia. z bukietem kwiatów i pustym, zimnym mieszkaniem.

nie zostawia się swojej kobiety bez słowa, bez uśmiechu, bez pocałunku, żegnając przed pójściem do pracy, żegnając niby na kilka godzin, a tak naprawdę na zawsze, robiąc zakupy i uciekając jak ostatni tchórz.

ludzie się nade mną litują, zapraszają do siebie na wigilię, żebym nie siedziała sama. ale przecież nie tak miało być. nie chcę wigilii u obcych ludzi, chcę żywą choinkę w NASZYM pokoju i NASZ stół nakryty pięknie tym wszystkim, co zdążyłam już kupić i zaplanować. chcę CIEBIE po drugiej stronie stołu, uśmiechu i prezentów pod choinką. chcę swoich własnych pierwszych, cholernie pięknych świąt.

kocham jak cholera, a niebo spadło mi na głowę i nie potrafię go z siebie odrzucić.

wracaj :(

zostałam sama jak stoję

z rozsznurowanymi butami

mam pełen słoik swoich wspomnień o tobie

srebrnosłonecznikowy pierścionek na palcu, wspólne zdjęcia, wspomnienie ostatniego pocałunku, kapcie przy kanapie, jedna poduszka i dwie kołdry, telefon pełen ciepłych słów i pełen smutków też, smutków dopiero od wczoraj, kiedy zrozumiałeś, jak wielką krzywdę mi wyrządzasz. kocham nad życie i czekam i tęsknię, wcale nie skrycie :(

proszę tylko, daj mi znać, ja ci wszystko mogę dać..



po siódme:
Listopad 24, 2008, 6:25 pm
Filed under: teraźniejszość | Tagi: , , ,

dlaczego nie potrafię pogodzić pracy i życia prywatnego z pisaniem? przecież muszę się sprężyć, bo niedługo walentynki, a w walentynki musimy zrewolucjonizować świat! tymczasem zamiast siedzieć, pisać i zapisywać, biegam po sklepie z kartonami, robię łazanki, zmywam, piorę, karmię ptaszki za oknem i śpię, żeby wstać o 5:10 bez marudzenia. nie zdążę, bo niedługo walentynki.

głowa pełna pomysłów kłóci się z rękami pełnymi pracy.



po szóste:
Listopad 10, 2008, 11:58 am
Filed under: teraźniejszość | Tagi: , ,

przyszła jesień, chłodna, ale przyjemna. lubię nasze czarne płaszcze i splecione ręce, lubię twój uśmiech, lubię noce pachnące jak pumpernikiel pod ciepłą kołdrą z ikei. lubię wszystko, co daje mi poczucie, że jest właśnie tak, jak być powinno. nawet te sprzeczki prowadzące tylko do wyzywania się od niedobruchów i powstrzymywania się od śmiechu. lubię wspominać ostatnie 20 miesięcy, z krótkimi wyjątkami. tego wszystkiego jest naprawdę cholernie dużo, z dwunastoma miętowymi czekoladami z katowickiej silesii, mostem w Mszanej i setkami godzin na ławce, tam, pod drzewem, pamiętasz? kilkoma koncertami, tonami pomarańczy, tysiącami pocałunków, świerklańskim rzepakiem którego cały bukiet zaśmiecał mi biurko dopóki matka nie wyrzuciła go pod moją nieobecność. i tylko ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego przez kilka tygodni uciekałam od tego wszystkiego i łapałam się za głowę, kiedy ‘znowu on’ nie dawał mi spokoju i próbował mnie gdzieś wyciągnąć. dobrze, że ‘znowu on’ był uparty i nachalny, dobrze mieć ‘znowu jego’ do dziś tuż obok. lubię mieć.

a kocham ciebie.



po piąte:
Październik 29, 2008, 10:54 am
Filed under: przeszłość | Tagi: , ,

W wieku trzech lat poszłam do przedszkola i choć po pierwszym dniu zarzekałam się, że więcej nie pójdę, nie chciałam przebrać się w pidżamę po obiedzie i koniecznie chciałam zabrać swoją poduszkę z powrotem do domu, to te cztery lata w grupie pod opieką pani Ani wspominam jak najbardziej ciepło i przyjemnie. W pięciolatkach umiałam już płynnie czytać, więc często wyręczałam w tym naszą wychowawczynię, miałam dwie swoje ulubione koleżanki, Sylwię i Magdę, z którymi dziś już nie mam kontaktu, ale nie żałuję, bo wiem, że wyrosłyśmy na zupełnie różne osoby; mnóstwo kolegów, którym budowałam garaże z klocków i biłam się o auta i znaczek z różą w szatni, który wywalczyłam po ciężkich trudach i znojach z zawistnymi rówieśniczkami (chyba, że dostałam go całkiem przypadkiem, nie pamiętam). Przedpołudnia spędzałam więc w przedszkolu, które chcąc nie chcąc stało się moim drugim domem, popołudnia zaś u babci w drugiej części miasta lub na podwórku, na placu zabaw za blokiem. Doskonale się tam bawiłam i dziś z rozrzewnieniem wspominam zarówno zabawę w sklep w piaskownicy czy chowanego przed blokiem, jak i dużo późniejsze odbijanie piłką z boku bloku i skubanie słonecznika pod klatką. Nie mówię, że zostałam wychowana przez ulicę, jak skinheadzi czy hiphopowcy, nie jestem dzieckiem ulicy, a jednak moje osiedle, a właściwie ten skrawek osiedla ograniczony trzema blokami, kawałkiem trawiastej górki, małym placem zabaw i schodami wywarło na mnie spory wpływ. W końcu spędzałam na nim długie godziny, a im później, im bardziej dorastałam, tym bardziej te godziny zamieniały się w całe dnie, tygodnie nawet przerywane krótkim wyskokiem do domu na kolację i krótki sen od czasu do czasu.



po czwarte:
Październik 22, 2008, 11:29 am
Filed under: teraźniejszość | Tagi: , , , ,

Skończyłam osiemnaście lat. No i co? Otóż nic, moi mili. Odkąd pamiętam, od wieku ośmiu czy dziewięciu lat czekałam z utęsknieniem na moment wejścia w dorosłość, jak wtedy sobie wyobrażałam – z uśmiechem na mordce, dumnym krokiem, pani świata. Wreszcie wolno jej będzie wszystko, wreszcie nikt jej nie zabroni wrócić do domu nad ranem, wreszcie będzie mogła powiedzieć matce, co o niej myśli i wyjść trzaskając drzwiami. Będzie mogła iść na wagary z okazji urodzin, napić się wódki, wrócić późno albo nie wrócić wcale. Niebiosa się rozstąpią, będą wybuchy, fajerwerki i chodzenie po wodzie. Rzeczywistość okazała się niezwykle boleśnie inna. Dwudziesty października nie zmienił nic, bo co miało się zmienić, zostało już dawno zmienione. Nie powiedziałam matce, co o niej myślę, bo już dawno o tym wie. Nie wyszłam trzaskając drzwiami, bo od ponad ośmiu miesięcy nie mieszkam z nią, a po co wychodzić i trzaskać sama od siebie. Wódką się upiłam dwa dni wcześniej ze znajomymi, bo niby dlaczego nie, zresztą niczym nowym wódka dla mnie nie jest już od jakiegoś czasu. Wybuchy, fajerwerki, rozstąpione niebiosa? Przestałam się łudzić jakiś czas temu, więc nie rozpłakałam się, kiedy nie nastąpiły. W dniu urodzin nie wstałam rano, bo mi się nie chciało. Wyspałam się, poszłam do banku i na zakupy, zapaliłam fajkę wodną z chłopakiem i dwojgiem znajomych. Podpisałam umowę najmu mieszkania, zapłaciłam ze swoich urodzinowych pieniędzy za kaucję i pierwszy miesiąc czynszu. Poczułam się stara i spróchniała, zrobiłam chłopakowi mleko z miodem i czosnkiem, bo źle się czuł i poszłam spać. Nicość.

Mogłam nachlać się w barze i wypożyczyć homoseksualne porno, jasne. Tylko po co?

Jedyna zmiana to chyba to, że wreszcie mój dowód osobisty nie jest ‘tymczasowy’ i mogę pracować normalnie. Na umowę o pracę. I za szukanie takowej zabiorę się już w przyszłym tygodniu. Najpierw trochę odpocznę od… Dorosłości.



po trzecie:
Październik 16, 2008, 1:13 pm
Filed under: teraźniejszość | Tagi: , ,

- Opowiedz mi bajkę..

- Ale daj spokój, nie umiem.

- No Kotek, proszę, opowiedz mi..

- Ale naprawdę nie umiem!

- Daj spokój, wszyscy doskonale wiedzą, że bajka może być głupia i zmyślona, byleby tylko zaczynała się od ‘Dawno, dawno temu’ i kończyła ‘I żyli długo i szczęśliwie’. No, opowiedz mi…

- No dobrze: Dawno, dawno temu.. Był sobie Maciek i Martina. I żyli długo i szczęśliwie.

Chciałabym. Z uśmiechem na mordzie zasypiam przytulona.



po drugie:
Październik 15, 2008, 10:37 am
Filed under: przeszłość | Tagi: ,

Kiedy się urodziłam, był środek pięknej jesieni. Jak w bajce – kolorowe, czerwono-złote liście walające się po parkowych ścieżkach, drobny deszcz, ludzie z kolorowymi parasolkami, uśmiechnięci, wyprowadzani na spacery przez swoje psy lub dzieci w wózkach (tak naprawdę nie wiem, czy nie było szaro, buro i ponuro, ale tak właśnie wyobrażam sobie swoją pierwszą porę roku i dopóki nikt nie uświadomi mi brutalnie, że było zupełnie odwrotnie, dokładnie tak będę to „pamiętała”). I oto ja, nowa mieszkanka naszej planety, naszego kraju. Prawdopodobnie nie od początku, ale od któregoś momentu aż do dziś nie do końca zadowolona z miejsca, w którym było dane jej żyć. Wczesne dzieciństwo było czasem złudzeń o szczęściu, o prawdziwej, kochającej się rodzinie, o posiadaniu pięknego, radosnego dzieciństwa. Wszystko to jednak okazało się błędnym rozumowaniem dziecka, iluzją, którą karmi się nieświadome umysły, zatajając przed nimi wszystko, co ważne, co jednak mogłoby im zaszkodzić. Tak więc nie wiedziałam, że matka od początku traktowała mnie źle i po „macoszemu” (macocha akurat trafiła mi się wspaniała, więc to określenie nie do końca pasuje, jest jednak powszechnie znanym odpowiednikiem złego traktowania – chyba wzięło się to od macochy Kopciuszka, nie od mojej), że oddawała mnie do dziadków na długie miesiące co roku nie dla mojej, a dla własnej przyjemności, że w wieku sześciu lat chciała mnie oddać dziadkom na stałe, żebym u nich mieszkała i chodziła do szkoły, że do dziś okłamuje mnie i wykorzystuje do dostawania dodatkowych pieniędzy… Nie wiedziałam. Dowiedziałam się dopiero parę tygodni temu, więc błogosławiona niewiedzą byłam szczęśliwym dzieckiem. Miałam matkę, ojca, babcię na miejscu i babcię i dziadka sześćset kilometrów na północ, prawie nad samym morzem, dwa wiadra klocków Duplo i pluszowego psa Klaksona, mnóstwo innych zabawek, własny pokoik z białymi meblami, przyjemne podwórko, kilkoro rówieśników i mały plac zabaw, który kilka lat później rozebrano na złom, ale wtedy nie było to ważne, bo jeszcze nie było zaistniałym faktem.



po pierwsze:
Październik 14, 2008, 4:38 am
Filed under: przeszłość | Tagi:

Jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie, choć przede mną już coś było. Żyło. Niedawno dowiedziałam się, że swoją pierwszą ciążę moja matka usunęła w wieku siedemnastu lat. Cudowne uczucie, nie ma co. Choć zdaję sobie sprawę, że gdyby tego nie zrobiła, świat wyglądałby zupełnie inaczej nie tylko dla niej, bo i dla mnie, której by nie było, i dla wszystkich ludzi, w których życiu cokolwiek zmieniła moja obecność i znajomość ze mną… Nie potrafię tego zrozumieć. Choć wreszcie wiem, skąd być może we mnie niechęć do macierzyństwa i tych wszystkich trudnych rzeczy. Moje rówieśniczki, koleżanki z klasy ze szkoły podstawowej, są już żonami i matkami, a mnie się nie spieszy wcale do przesadnej dorosłości. Już i tak pogrzebałam swoje dzieciństwo zbyt głęboko. I przestaję pomału je czcić i palić mu coraz to nowsze, droższe i wymyślniejsze znicze spod cmentarnej bramy.
Ale od początku. Nie pamiętam, co było przed wyjściem na świat. Właściwie tuż po – też nie. Ogólnie myślę o tych kilkunastu latach i z przerażeniem dostrzegam, że pamiętam dużo jedynie z ostatnich dwóch, trzech lat. Co było wcześniej? Pojedyncze epizody wyrwane z kontekstu, nic nie znaczące lub znaczące niewiele drobiazgi. Uświadamiam sobie, że im później zacznę spisywać wspomnienia, tym mniej ich zostanie, tym więcej pożre nieubłagany czas. Uratować więc te skrawki, które jeszcze zostały!

To tak gwoli krótkiego wstępu.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.