Zaszufladkowany do: teraźniejszość | Tagi: dorosłość, nicość, rozczarowaniość, starość, teraźniejszość
Skończyłam osiemnaście lat. No i co? Otóż nic, moi mili. Odkąd pamiętam, od wieku ośmiu czy dziewięciu lat czekałam z utęsknieniem na moment wejścia w dorosłość, jak wtedy sobie wyobrażałam – z uśmiechem na mordce, dumnym krokiem, pani świata. Wreszcie wolno jej będzie wszystko, wreszcie nikt jej nie zabroni wrócić do domu nad ranem, wreszcie będzie mogła powiedzieć matce, co o niej myśli i wyjść trzaskając drzwiami. Będzie mogła iść na wagary z okazji urodzin, napić się wódki, wrócić późno albo nie wrócić wcale. Niebiosa się rozstąpią, będą wybuchy, fajerwerki i chodzenie po wodzie. Rzeczywistość okazała się niezwykle boleśnie inna. Dwudziesty października nie zmienił nic, bo co miało się zmienić, zostało już dawno zmienione. Nie powiedziałam matce, co o niej myślę, bo już dawno o tym wie. Nie wyszłam trzaskając drzwiami, bo od ponad ośmiu miesięcy nie mieszkam z nią, a po co wychodzić i trzaskać sama od siebie. Wódką się upiłam dwa dni wcześniej ze znajomymi, bo niby dlaczego nie, zresztą niczym nowym wódka dla mnie nie jest już od jakiegoś czasu. Wybuchy, fajerwerki, rozstąpione niebiosa? Przestałam się łudzić jakiś czas temu, więc nie rozpłakałam się, kiedy nie nastąpiły. W dniu urodzin nie wstałam rano, bo mi się nie chciało. Wyspałam się, poszłam do banku i na zakupy, zapaliłam fajkę wodną z chłopakiem i dwojgiem znajomych. Podpisałam umowę najmu mieszkania, zapłaciłam ze swoich urodzinowych pieniędzy za kaucję i pierwszy miesiąc czynszu. Poczułam się stara i spróchniała, zrobiłam chłopakowi mleko z miodem i czosnkiem, bo źle się czuł i poszłam spać. Nicość.
Mogłam nachlać się w barze i wypożyczyć homoseksualne porno, jasne. Tylko po co?
Jedyna zmiana to chyba to, że wreszcie mój dowód osobisty nie jest ‘tymczasowy’ i mogę pracować normalnie. Na umowę o pracę. I za szukanie takowej zabiorę się już w przyszłym tygodniu. Najpierw trochę odpocznę od… Dorosłości.