Zaszufladkowany do: teraźniejszość | Tagi: pracowitość, rozczarowaniość, sentymentalność, teraźniejszość
dlaczego nie potrafię pogodzić pracy i życia prywatnego z pisaniem? przecież muszę się sprężyć, bo niedługo walentynki, a w walentynki musimy zrewolucjonizować świat! tymczasem zamiast siedzieć, pisać i zapisywać, biegam po sklepie z kartonami, robię łazanki, zmywam, piorę, karmię ptaszki za oknem i śpię, żeby wstać o 5:10 bez marudzenia. nie zdążę, bo niedługo walentynki.
głowa pełna pomysłów kłóci się z rękami pełnymi pracy.
Zaszufladkowany do: teraźniejszość | Tagi: miłość, sentymentalność, teraźniejszość
przyszła jesień, chłodna, ale przyjemna. lubię nasze czarne płaszcze i splecione ręce, lubię twój uśmiech, lubię noce pachnące jak pumpernikiel pod ciepłą kołdrą z ikei. lubię wszystko, co daje mi poczucie, że jest właśnie tak, jak być powinno. nawet te sprzeczki prowadzące tylko do wyzywania się od niedobruchów i powstrzymywania się od śmiechu. lubię wspominać ostatnie 20 miesięcy, z krótkimi wyjątkami. tego wszystkiego jest naprawdę cholernie dużo, z dwunastoma miętowymi czekoladami z katowickiej silesii, mostem w Mszanej i setkami godzin na ławce, tam, pod drzewem, pamiętasz? kilkoma koncertami, tonami pomarańczy, tysiącami pocałunków, świerklańskim rzepakiem którego cały bukiet zaśmiecał mi biurko dopóki matka nie wyrzuciła go pod moją nieobecność. i tylko ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego przez kilka tygodni uciekałam od tego wszystkiego i łapałam się za głowę, kiedy ‘znowu on’ nie dawał mi spokoju i próbował mnie gdzieś wyciągnąć. dobrze, że ‘znowu on’ był uparty i nachalny, dobrze mieć ‘znowu jego’ do dziś tuż obok. lubię mieć.
a kocham ciebie.
Zaszufladkowany do: teraźniejszość | Tagi: dorosłość, nicość, rozczarowaniość, starość, teraźniejszość
Skończyłam osiemnaście lat. No i co? Otóż nic, moi mili. Odkąd pamiętam, od wieku ośmiu czy dziewięciu lat czekałam z utęsknieniem na moment wejścia w dorosłość, jak wtedy sobie wyobrażałam – z uśmiechem na mordce, dumnym krokiem, pani świata. Wreszcie wolno jej będzie wszystko, wreszcie nikt jej nie zabroni wrócić do domu nad ranem, wreszcie będzie mogła powiedzieć matce, co o niej myśli i wyjść trzaskając drzwiami. Będzie mogła iść na wagary z okazji urodzin, napić się wódki, wrócić późno albo nie wrócić wcale. Niebiosa się rozstąpią, będą wybuchy, fajerwerki i chodzenie po wodzie. Rzeczywistość okazała się niezwykle boleśnie inna. Dwudziesty października nie zmienił nic, bo co miało się zmienić, zostało już dawno zmienione. Nie powiedziałam matce, co o niej myślę, bo już dawno o tym wie. Nie wyszłam trzaskając drzwiami, bo od ponad ośmiu miesięcy nie mieszkam z nią, a po co wychodzić i trzaskać sama od siebie. Wódką się upiłam dwa dni wcześniej ze znajomymi, bo niby dlaczego nie, zresztą niczym nowym wódka dla mnie nie jest już od jakiegoś czasu. Wybuchy, fajerwerki, rozstąpione niebiosa? Przestałam się łudzić jakiś czas temu, więc nie rozpłakałam się, kiedy nie nastąpiły. W dniu urodzin nie wstałam rano, bo mi się nie chciało. Wyspałam się, poszłam do banku i na zakupy, zapaliłam fajkę wodną z chłopakiem i dwojgiem znajomych. Podpisałam umowę najmu mieszkania, zapłaciłam ze swoich urodzinowych pieniędzy za kaucję i pierwszy miesiąc czynszu. Poczułam się stara i spróchniała, zrobiłam chłopakowi mleko z miodem i czosnkiem, bo źle się czuł i poszłam spać. Nicość.
Mogłam nachlać się w barze i wypożyczyć homoseksualne porno, jasne. Tylko po co?
Jedyna zmiana to chyba to, że wreszcie mój dowód osobisty nie jest ‘tymczasowy’ i mogę pracować normalnie. Na umowę o pracę. I za szukanie takowej zabiorę się już w przyszłym tygodniu. Najpierw trochę odpocznę od… Dorosłości.
Zaszufladkowany do: teraźniejszość | Tagi: dobranocność, miłość, teraźniejszość
- Opowiedz mi bajkę..
- Ale daj spokój, nie umiem.
- No Kotek, proszę, opowiedz mi..
- Ale naprawdę nie umiem!
- Daj spokój, wszyscy doskonale wiedzą, że bajka może być głupia i zmyślona, byleby tylko zaczynała się od ‘Dawno, dawno temu’ i kończyła ‘I żyli długo i szczęśliwie’. No, opowiedz mi…
- No dobrze: Dawno, dawno temu.. Był sobie Maciek i Martina. I żyli długo i szczęśliwie.
Chciałabym. Z uśmiechem na mordzie zasypiam przytulona.